Artykuł pochodzi z serwisu mamopedia.pl
Dawno, dawno temu, kiedy o akcji „Rodzić po ludzku” nikt jeszcze nie słyszał, krzyki rodzących kobiet były bardzo niemile widziane na porodówkach. Uważano, że nie tylko zakłócają pracę personelu, ale też przeszkadzają samej rodzącej.
Obecnie sytuacja się zmieniła i większość położnych jest zgodna co do tego, że krzyk w odpowiednim momencie może nawet pomóc. Wystarczy zresztą obejrzeć w telewizji jakąkolwiek relację sportową z dyscyplin wymagających dużego wysiłku (np. z podnoszenia ciężarów), żeby dostrzec w tym twierdzeniu sens.
Nie chodzi oczywiście o to, żeby rodząca krzyczała podczas całej akcji porodowej. Jeśli się tak dzieje, to zazwyczaj znaczy, że obezwładnia ją strach i poczucie bezsilności lub nie umie sobie poradzić z bólem podczas rozwierania się szyjki. Ciągły krzyk, także w przerwach między skurczami, może doprowadzić do wyczerpania. Również maluch może niezbyt dobrze znosić krzyczącą bez przerwy mamę, z powodu wzrostu hormonów stresu i słabszego dotlenienia w przerwach między skurczami. Jednak w II fazie porodu to zupełnie inna sprawa.
Krzyk podczas skurczów (w II okresie porodu, czasem już pod koniec I) pozwala rozładować napięcie i nie jest wyrazem słabości, lecz siły. Krzycząc uruchamiamy mięśnie tłoczni brzusznej oraz powodujemy wypływ adrenaliny i endorfin, co może ułatwić parcie i w konsekwencji przyspieszyć urodzenie dziecka. Z kolei próby powstrzymania krzyku mogą doprowadzić do zahamowania akcji porodowej.
Nie znaczy to oczywiście, że każda kobieta musi krzyczeć. Niektóre zupełnie nie czują takiej potrzeby i rodzą po cichutku. Inne podczas wypierania dziecka drą się na cały szpital. ;) Jeśli w obu przypadkach takie właśnie zachowanie podpowiada kobietom instynkt, to wszystko jest w porządku – tak właśnie ma być.
Ba – nie tylko kobiety są różne, każdy poród jest inny! Ja sama przy pierwszych dwóch porodach nie krzyczałam wcale, za to przy trzecim słyszało mnie chyba pół miasta. Na szczęście trafiłam na wyrozumiałą i mądrą położną, która nie usiłowała mnie uciszać i dzięki której udało mi się bez nacięcia, za to w akompaniamencie wrzasków wydać na świat obywatela o słusznej wadze 4690g :)
Powiązane artykuły:
http://mamopedia.pl/ciaza/porod/porod