Mamopedia.pl Mamopedia.pl
  • dołącz do społeczności mam
  • dziel się wiedzą
  • znajdź odpowiedzi na nurtujące Cię pytania
Mamopedia.pl

Psycholog

Janiszewska
Janiszewska

Bożena Janiszewska
jest psychologiem z wieloletnim doświadczeniem w pracy z dziećmi, a także wykładowcą...

Zapytaj naszego eksperta

Położna

Doradca żywieniowy

Top mamy

Mamopedia w cyfrach:

  • Mamy:

    5843
  • Pytania:

    557
  • Artykuły:

    2754
  • Osób On-line:

    13

Poród - historie mam

Edytuj artykuł

Kiedy spodziewamy się pierwszego dziecka, czasem na początku, a czasem pod koniec ciąży nachodzi nas strach. Strach przed nieznanym, strach przed porodem, odwiecznie odpisywanym jako kobiece męki. W naszych glowach pojawia się pytanie – czy damy radę? Żywimy nadzieję, że będzie boleć mniej niż boli kobiety na filmikach zamieszczanych w internecie lub z przesądem o własnym pechu wiemy już na pewno, że to wlasnie nam trafi się poród najgorszy z najgorszych.

Prawda jak zwykle leży pośrodku. Każdy poród jest inny, tak rozlegly w swej indywidualnosci, że cieżko uchwyciż wspólny mianownik. Jakby tego było mało, każda kobieta jest inna i inaczej reaguje na ból. Chciałabym tego dowieść. Zapraszam do opisywania swoich porodów. Wierzę, że znajdą się mamy, które chciałyby podzielić się swoimi przeżyciami z przyszłymi rodzicami, których na pewno ten temat interesuje. Może uda nam się wspólnie ująć strachu oczekującym na poród, a może go napędzic? ;) To zależy od przypadku. Im więcej naszych opisów, tym większa paleta wyboru myślenia pozytywnego lub negatywnego.

Opowiadajcie…


Historia Kacperekt:

Gdy zaszłam w ciążę, byłam najszczęśliwszą osobą na świecie, bałam się oczywiście, że poronię, i przesiedziałam całą ciążę w domu, miałam wtedy dużo czasu na czytanie gazet i tak czytałam, omijając każdym razem tematy o cesarce, ponieważ myślałam, że mnie to nie czeka - urodzę przecież normalnie naturalnie. Doczekałam się w końcu daty porodu, a tu nic, zero skurczy, żadnych oznak porodu, i tak czekałam jeszcze tydzień i zgłosiłam się do szpitala na wywołanie. Pierwszy dzień, w którym się zgłosiłam, 2 kroplówki (nic nie można było zjeść ani wypić). Wieczorem pojawiły się leciutkie skurcze, ale były za słabe, więc poszłam na oddział położniczy, w nocy okazało się, że tętno dziecka spada do 90, został wezwany lekarz i stwierdził, że co godzinę muszą sprawdzać tętno, czy nie spada poniżej. Po 3-4 godzinach tętno się unormowało . Rano na obchodzie lekarz się spytał, czy chcę dzisiaj urodzić, odpowiedziałam mu, że tak, więc po 10 wzięli mnie na porodówkę i podali kolejną kroplówkę, o godzinie 12 przebili mi wody, ale to też nic nie dało, kolejna kroplówka i kolejna, i wkońcu było razem 5 kroplówek, byłam już zmęczona, głodna i strasznie mi się chciało pić, ale mówie sobie "trzeba pomóc przecież dziecku i urodzić" i tak leżałam pod tą kroplówką, w międzyczasie chodziłam pod prysznic, skakałam na piłce i nic, ciągle nic.
Rozwarcie na 7 cm, ból z krzyża, skurcze co 3 minuty, ból był niesamowity, a synek nie chciał wyjść. O 18 lekarz powiedział, że jak się nic nie zacznie w ciągu pół godziny, to tniemy, przestraszyłam się wtedy, bo przecież nic nie wiem o cesarce, ale i to nic nie dało, w końcu postanowili mnie wziąć na salę operacyjną, dali mi znieczulenie od krzyża w dół, tak że mogłam ruszać głową i rękoma, po chwili już nic nie czułam.
Minął cały ból i miałam wrażenie, jakby mnie ktoś gilgał po brzuchu. Po niecałych 10 minutach słyszę płacz i lekarz mi pokazuje synka i pyta się " fajny?" (no i tyle go widziałam:). Potem słyszę krzyki położnej: 3900 i 57 długi, 9 punktów, bo skóra ma trochę dziwny odcień, umyli go i przynieśli mi go pokazać, bardzo chciałam go przytulić, a tu niespodzianka, mam ręce związane, więc pielęgniarka podała mi go, żebym go pocałowała, i go zabiera. Zaczynają mnie zszywać, a mi się robi coraz zimniej, zaczynają mi się ręce trząś i zastanawiam się, co się dzieje, czy coś ze mną nie tak, zaczynam się bać, że cos mi się stało, każę się przykryć, przykryli mnie 2 kocami i nadal mi było zimno, przewieźli mnie na salę i tak leżę, nie mogę rozmawiać przez telefon, bo się jąkam, z zimna zęby mi całe latają i próbuje zasnąć. Rano budzę się, a tu zero czucia w nogach, nie mogę nimi poruszać, nic nie mogę robić, a przecież chcę iść do dziecka, chcę je przytulić, więc walczę wewnętrznie ze sobą i zaczynam pomału ruszać nogami, w końcu mija południe i wstaję, lekarz krzyczy, że musze leżeć 24 godziny po cesarce, a nie wstawać, ale nic sobie z tego nie robie, bo bardzo chcę już przytulić syna, w końcu idę, ledwo chodzę, nie mogę się schylać, ale idę, i jest, leży sobie i smacznie śpi, jak już go zobaczyłam, zapominam o bólu, wszystko mija, jestem najszczęśliwszą osobą na świecie, w końcu mam go w ramionach i mogę tulić do woli. Więc drogie mamy, które to czytają, przeczytajcie parę artykułów o cesarskim cięciu, żebyście nie były zaskoczone, gdy was to też spotka, bo nie zawsze jest tak, jak chcemy.Dzisiaj synek ma 4 miesiące i jest naszym oczkiem w głowie.

Historia Weroniki:

Gdy zaszłam w ciążę to długo nie mogłam uwierzyć, że tam w moim brzuchu rośnie jakieś maleństwo.Od początku postanowiliśmy z mężem, że nie chcemy znać wcześniej płci dziecka.Chodziłam do pracy do 6 miesiąca. Potem nadszedł czas odpoczynku.Termin porodu miałam wyznaczony na 23 lutego. Cierpliwie czekałam na zbliżający sie termin. Nie bałam się bo nie wiedziałam co mnie czeka. Byłam pewna, że jestem silna i wszystko zniosę. W dniu terminu zgłosiłam się do szpitala na ktg, to był piątek. Lekarz stwierdził, że nic się nie dzieje i za tydzien mam znowu przyjść na ktg. Wróciłam do domu i wzięłam się za przygotowania do sobotniej imprezy (mąż miał imieniny). Następnego dnia goście się zeszli i co chwilę mnie pytali jak się czuję. Modliłam się tylko, żebym dzisiaj nie zaczęła rodzic bo mąż po kilku drinkach i szwagierka (która miała być ze mną przy porodzie) także.Goście sobie poszli, mąż poszedł spać a ja wzięłam się za sprzątanie. I wtedy poczułam ból, ale taki do zniesienia...za chwilę mocniejszy....i już byłam pewna, że się zaczęło. Starałam się jak najdłużej wytrzymywać i nie budzić męża, ale o 4 nad ranem już nie wytrzymałam. Zaczęło się-powiedziałam. Mąż wstał, jak oparzony! Od razu zadzwonił po siostrę i pojechaliśmy do szpitala. Tam lekarz mnie zbadał i stwierdził, że rozwarcie jest na 2,5 cm i powinnam do obiadu urodzić. Ból był niesamowity, rozdzierający. Przed południem poszłam na salę porodową i ćwiczyłam na piłce. Szwagierka masowała mi plecy, a jak krzyczałam mąż uciekał na korytarz.Byłam zmęczona.Rozwarcie doszło do 4 cm i stanęło. Wróciłam na salę przedporodową. Znowu.Badania, skurcze i ból.Ok. 17 tej wróciłam znowu na salę porodową na piłkę.Byłam głodna i śpiąca. Kazałam mężowi kupić mi baton "snicers".Smakował mi wtedy jak nigdy!Gdy poczułam bóle parte poszłam na łóżko porodowe. Parłam, parłam i nic. Schodziłam, kucałam, wracałam na łóżko i nic. Słyszałam, jak położna mówiła, że mam zbyt silne mięśnie krocza.Jedna kroplówka, druga kroplówka. W końcu zobaczyłam lekarza i skalpel. A póżniej to już poczułam jak maleństwo mi kładą na piersi. To była cudowna chwila. Głaskałam je, całowałam, płakałam.Zapomniałam nawet spytać czy to chłopak czy dziewczynka, ale mnie poinformowano, że najcudowniejsza dziewczynka na świecie!Potem leżałam na sali poporodowej i po 3 godzinach przynieśli mi mój skarb.Była zdrowa,silna i piękna! Mąż pierwszy raz zmienił jej pieluszkę a mi lekarze nie kazali wstawać. Patrzyłam na nią.Zapomniałam szybko o bólu i o wszystkim co było. Najważniejsze było teraz to maleństwo, ten cud życia.Nie mogłam wytrzymać i wzięłam ją na noc do siebie do łóżka. To niesamowite uczucie czuć obok siebie taką istotkę, niewinną, malutką, tak uzależnioną ode mnie.Mimo że czułam się słabo, mdlałam to córka była cały czas przy mnie i mojej piersi. Po dwóch dobach wróciliśmy szczęśliwi do domu! Nasze szczęście trwa już prawie 3 lata. I będzie pewnie trwało jeszcze bardzo, bardzo długo!

Powiązane artykuły:

 


Źródła:

  • Nie ma


Informacje o artykule:

  • Autor:

  • Kacperekt
    Kacperekt          
  • Data utworzenia: 2009-06-19 g 22:18
  • Liczba wyświetleń: 1181
emma
emma 2009.06.21 g 15.51

Bardzo fajny artykuł :)