Holandia – ciąża, poród, opieka nad matką i dzieckiem cz. 2
Edytuj artykuł
Była niedziela, poranek jak każdy inny, no, prawie jak każdy inny. Wstałam, aby pójść do łazienki. Wszystko w porządku do momentu, gdy poczułam, że wyleciało ze mnie chyba ze sto litrów wody i... krzyk, to jedyne, co mogłam z siebie wydobyć. Za chwilę w drzwiach łazienki stał już Hans. Co się stało? – pyta... Nie wiem, coś ze mnie wyleciało, to chyba poronienie... Nadal krzyczałam i płakałam. Hans też miał oczy pełne łez. Nela zaczęła płakać, że nie chce, żeby coś złego stało się dziecku. Ja też tego nie chciałam, nikt nie chciał.
Hans poleciał do telefonu, zadzwonił do lekarza.
Wypytał o wszystko i... kazał czekać!! Miałam leżeć i czekać, co stanie się dalej. Dopiero później się dowiedziałam, że w Holandii nie ratuje się ciąży do 25. tygodnia. Uważa się to za naturalne poronienie, tak zadecydował organizm. Dziecko jest za małe, by przetrwać poza organizmem matki, więc nie ratuje się takiej ciąży. Dziecko jest za słabe, a w przyszłości może mieć bardzo poważne wady rozwojowe, więc... Natura wie lepiej, tak sądzi się tu, w Holandii. Tyle że czy tylko zdrowe dzieci mają prawo do życia? To pytanie zostawiam bez odpowiedzi. Każdy ma swoje zdanie na ten temat, ale moje jest takie, że moje dziecko chciałam ratować i moją ciążę też. Skazana byłam jednak na bezduszne przepisy i bardziej bolało mnie to, że nie mogę nic zrobić, niż to, że mogę stracić dziecko.
Poniedziałek – telefon do położnej. Nie mogłam dłużej leżeć, płakać, bo łzy się skończyły, musiałam działać. Hansa łzy też mnie doprowadzały do szału. Przecież facet też cierpi, przecież to też jego dziecko, on też może stracić kogoś bliskiego, kogoś, kogo nigdy nie przytuli, jeśli czegoś nie zrobimy.
Krwawienie ustało już w niedzielę po południu. Nie miałam żadnych bóli, czułam się dobrze, fizycznie, bo psychicznie byłam w rozsypce.
Położna umówiła mnie na USG. Wtorek rano nerwówka, szpital, poczekalnia, łóżko, pierwsze ruchy pani ginekolog i..., nie mogłam na to patrzyć, odwróciłam głowę, nie chciałam zobaczyć pustki, która wypełnia mój brzuch, brzuch, w którym jeszcze tak niedawno było życie. I nagle, usłyszałam, to był cud, usłyszałam, jak bije serce naszego dziecka!! Ono tam nadal jest!! Nie odeszło!! Więc co się stało? Dlaczego, skąd te krwawienie? Macica czysta, bez uszkodzeń. Więc jak, czemu, dlaczego? Nikt nie znał odpowiedzi. Nadal jej nie znamy.
Najważniejsze jest to, że na ekranie zobaczyłam malutkie rączki, które do nas machały, malutkie usteczka, które poruszając się, chciały powiedzieć: „Mamusiu, ja tu jestem, nie płacz, nadal czekam na chwilę, kiedy mnie przytulisz, kiedy usnę w twoich ramionach”. Moje usta wyszeptały kilka słów: „Aniołeczku, jestem tu i czekam na ciebie, jeszcze nie teraz, jeszcze poczekaj, już niedługo się spotkamy.”
cdn.
Link powiązany: http://www.mamopedia.pl/ciaza/ciaza/holandi a--ciaza-porod-opieka-nad-matka-i-dzieckiem-cz.-1
Informacje o artykule:
Autor:
-
- Data utworzenia: 2010-09-06 g 13:42
- Liczba wyświetleń: 1103









© Mamopedia.pl 2010














Komentarze
Zaloguj się aby skomentować