Mama w formie... Jak nie zostać kurą domową ? :)
Edytuj artykuł5 rad, jak nie zostać kurą domową
Opieka nad maluszkiem wcale nie musi oznaczać chodzenia do południa z przetłuszczonymi włosami w wyciągniętym dresie. Tylko...
1. WYCHODŹ Z DOMU Nie, nie do warzywniaka na rogu. Tylko do teatru, kina czy na kawę z przyjaciółkami.
2.DAJ SOBIE POMAGAĆ Spełnij czasem marzenie dziadków i od czasu do czasu podrzuć im wnuczka. na pewno będą wniebowzięci, mając go przy sobie przez cały weekend
3.POZWÓL SIĘ WYKAZAĆ MĘŻOWI Spędzasz całe dnie z dzieckiem. Nie bądź egoistką :-) i wieczory odstąp tacie. Niech on kąpie o usypia malca.
4.ZAREZERWUJ CZAS DLA SIEBIE Popołudniowa drzemka szkraba to dobra pora NIE na porządki, tylko na relaks. Poczytaj, pooglądaj telewizję albo zdrzemnij się. Jednym słowem rób to, na co masz ochotę.
5.BĄDŹ DLA SIEBIE DOBRA Kiedy ostatnio coś sobie kupiłaś? Nie pamiętasz? A przecież do nowej bluzki nie założyłabyś wyciągniętych spodni...
Gdy synek był malutki, zdecydowaną większość rzeczy robiłam mimo chęci taty sama, bo uważałam, że ja to zrobię najlepiej. Przez większość dnia byłam z małym sama, gdy synek spał, robiłam wtedy wszystko to, co powinnam, typu sprzątanie, gotowanie itd., no bo kiedy miałam to robić ? jak nie spał, domagał się mojej uwagi i tym sposobem czasu wolnego dla siebie nie starczało, doba była za krótka, wieczorami padałam ze zmęczenia.
Gdy synek miał kilka miesięc, kończyłam studia, pamiętam, że jak pojechałam na obronę pracy magisterskiej i nie było mnie kilka godzin, a telefonów do męża chyba ze 100 z pytaniem, czy wszystko dobrze. Myślałam, że zwariuję, ciągle myślałam, zamiast skupić się na obronie. Ja wiedziałam, że mąż zajmuje się nim wspaniale, ale jednak to było silniejsze ode mnie.
Zakupy, hmmm gdy rzeczywiście wyszłam przeważnie odbywały się na stoisku dziecięcym, synek sie wzbogacal o nowy ciuszek a ja nie, wołałam kupić małemu niż sobie.
Po kilku, a może nawet kilkunatu miesiącach zdałam sobie sprawe, że nie jestem niezastapiona i po prostu nie daję sobie sama ze wszystkim rady, domem, opieką nad dzieckiem, wtedy wspólnie z mężem ustaliliśmy, że generalne porządki robimy razem w sobotę i obowiązkami się dzieliliśmy w miarę możliwości, do tej pory to on prasuje, dzięki bogu, bo ja tego nienawidzę:)
Po dłuższym czasie zaczęło brakować mi takiego zwykłego wyjścia z koleżanką na kawę czy plotki. Pomimo że kocham synka nad życie i uwielbiam z nim spędzać czas, to po prostu byłam zmęczona i znudzona tym ciągłym siedzeniem i obowiązkami domowymi.
Mnie osobiście raz na jakiś czas jest potrzebne takie wyjście samej, to dobrze robi na poprawę samopoczucia, a chłopaki wspaniale radzą sobie sami.
Do takich decyzji dojrzewałam długo, ponad dwa lata, i nadal do tej pory wolę spędzać czas z moimi chłopakami, ale jak wychodzę sam,a to nie mam łez w oczach, że ich zostawiam...
I tak sobie myślę, że jednak chyba kurą domową to ja nie jestem:)
Kura domowa kojarzy mi się z kobietą przy garach bez makijażu, w dresie, do tego jeszcze kapcie, szlafrok i papiloty :)
Ja nawet wychodząc z synkiem na spacer, robię makijaż, układam włosy itp., by ładnie wyglądac dla samej siebie i czuję się atrakcyjna.
I prawdziwe jest to słynne powiedzenie, że "szczęśliwa mama to szczęśliwe dziecko", ja jestem szczęśliwa i jest mi fajnie i tego należy się trzymać.
Oczywiście czasami bywają dni kiedy mam dość ale całe szczęście szybko mijają :))









© Mamopedia.pl 2010














Komentarze
Zaloguj się aby skomentowaćA ja jestem kurą domową.. :) I wcale nie w kapciach i dresie, w makijażu.. :) I kocham nią być. Jestem przywiązana do moich dzieci, do partnera. Ale.. wychodzimy też z domu, bardzo często i nie płaczę, że dzieciaki z babcią zostają. Wręcz przeciwnie, cieszę się, że kurka może pobyć trochę ze swoim kogutkiem.. :)