Przymus karmienia piersią
Edytuj artykułZwykle mówi się o zaletach karmienia piersią, podkreśla, że jest ono cudownym doświadczeniem pogłębiającym więź matki z dzieckiem i największym dobrem dla dziecka. Ale karmienie piersią bywa trudnym doświadczeniem, kończącym się nieraz decyzją matki o podaniu butelki. Czy KOBIETA w takiej sytuacji musi się czuć złą matką? Czy propagowanie karmienia naturalnego musi sprowadzać się do przymusu? Czy matka, która nie chce bądź nie może karmić, musi być wpędzana w poczucie winy? Po tym, co przeżyłam, chcę powiedzieć: NIE!
Ciężki poród
Zacznę może od tego, że miałam potwornie ciężki poród. Wiele godzin na porodówce, bóle krzyżowe, pęknięcie trzeciego stopnia (łącznie z odbytem i zwieraczem), ogromna utrata krwi... I mogłabym tak wymieniać bez końca. W szpitalu leżałam dłużej, ponieważ mój połóg był bardzo bolesny i skomplikowany. Dopiero po tygodniu nabrałam siły, żeby choć trochę samodzielnie zająć się dzieckiem.
Problemy z karmieniem
Od samego początku karmiłam, ponieważ wiem, że jest to najlepsze dla dziecka. Niestety okazało się to w moim przypadku skomplikowane i trudne. Moja córeczka potrafiła cały dzień wisieć mi na piersi. Trochę jadła, trochę się uspokajała, gdy ją odstawiałam to krzyczała strasznie. Długie spacery nie były możliwe, bo mała nie potrafiła najeść się do syta i po upływie pół godziny krzyczała z głodu. Dostałam zapalenia lewej piersi. Ogromnym wsparciem okazała sie położna z poradni laktacyjnej, która w sumie jako jedyna z wyrozumiałością podchodziła do moich problemów i pomagała mi. Depresja poporodowa i komplikacje z gojeniem się rany jeszcze pogłębiły moje problemy z karmieniem. Dzieckowiszące 2/3 doby na piersi doprowadzało mnie do rozpaczy. Chciałam więc przejść na butelkę chociaż raz dziennie, ponieważ zwyczajnie nie dawałam sobie rady sama ze sobą, nie wspomnę o pozostałych kwestiach.
Zła matka?
Poradziłam się więc pediatry. Pani doktor zrównała mnie z ziemią, mówiąc, że jestem egoistką, która nie myśli o dziecku. Położna środowiskowa zareagowała jeszcze gorzej. Czułam się złą matką, która chce ograniczyć dziecku to,. co dla niego najlepsze.
Wspierać, a nie potępiać!
Czy propagowanie karmienia musi sprowadzać się do przymusu? Czy lepsza jest nieszczęśliwa matka karmiąca piersią czy zadowolona z życia matka karmiąca butelką? Całe szczęście znalazła się na mojej drodze inowrocławska doradczyni laktacyjna, która wspierała mnie w trudach karmienia i dzięki jej pomocy karmiłam naprzemiennie do pół roku. I to ona po tym czasie powiedziała: "Świetnie się spisałaś! Wiem, ile Cię to kosztowało!". Cieszę się z tego, że dane mi było karmić. Jednak uważam, że kobiety, które z różnych przyczyn nie chcą lub nie mogą tego robić, nie powinny być potępiane. Nie chcę być źle zrozumiana. Jestem wielką zwolenniczką karmienia piersią i nie nakłaniam do karmienia butelką. Chcę jednak zwrócić uwagę na fakt, że nie w każdym przypadku jest to takie łatwe, proste i przyjemne. I w takich sytuacjach potrzebne jest wsparcie i zrozumienie, a nie bezwzględna krytyka. Za to wsparcie dziękuję Pani Beacie z Inowrocławskiej Poradni Laktacyjnej!
Mama Ulki
Każda matka powinna mieć wolny wybór, jeśli chodzi o karmienie swojego dziecka.
Kochana, nie czuj się gorsza, już samo to, że cudownie zajmujesz się dzieckiem, wskazuje na to, że mamą jesteś wspaniałą. Nie daj się zapędzić w kozi róg, to twoja decyzja i koniec. Karmienie piersią to wspanaiała sprawa, gdy i mama i, dziecko czują się wspaniale i gdy razem tworzą TEAM.. :) Powodzenia..
toskaniau
Powiązane artykuły
- Tutaj podaj linki do artykułów w Mamopedii, które są powiązane z twoim tekstem
Linki do źródeł
Komentarz eksperta
Informacje o artykule:
Autor:
-
- Data utworzenia: 2010-09-28 g 12:46
- Liczba wyświetleń: 1031
-
Edytuj artykuł
Zobacz historię -
- Wyróżniona edycja Ostatnia edycja
- Mama_Urszulki 2010.10.11 g 11:38
- Mama_Urszulki 2010.10.11 g 11:16
- toskaniau 2010.09.29 g 10:05
- Mama_Urszulki 2010.09.28 g 12:46
Komentarze
Zaloguj się aby skomentowaćChętnie się dopieszę do tego postu, bo duszą jestem z Autorką... Wiem co ma na myśli, choć moich trudów porod i połogu raczej nie mam co porównywać. Poród. Wystarczyło tylko, żeby moje dziecię, które się rodziło było pokręcane pępowiną (dwukrotnie), wystarczyło "tylko" niewielkie nacięcie, w wyżej wymienionej sytuacji było koniecznością - tylko tyle wsytarczyło, żeby poród stał się dla mnie przezyciem traumatycznym... Pobyt w szpitalu twał standrdowo, w trzeciej dobie wypis. Ale do tego jeszcze personej medyczny (pielęgniarki nowordkowe), którego nie można było doprosić się o pomoc... W naszym przypadki karmienie piersią u podstaw legło w gruzach. Później byłam bardzo częstym gościem w poradni laktacyjnej, walka - możolna walka trwała koło 2 miesięcy, przy czym w domu głównie w użyciu był laktator. Mój syn bowiem tak naprawdę nigdy nie opróżnił mojej piersi - szybciej robiłam to ręcznym laktatorem Płakał mój syn - z głodu. Płakałam ja - z bólu serca, który rozdzierał mnie całą...Hasło-slogan, że wystarczy tylko chcieć - między bajki włożyć. TO NIEPRAWDA! Chciałam, bardzo chciałam. Można powiedzieć, że w moim przypadku przybierało to coś w rodzaju klapek na oczy - nie nie było ważne, jak to, żeby karmić piersią. Po dwóch miesiącach się poddałam. Przeżyłam depresję czując się matką drugiej kategorii... A dziś Kubuś (jako dziecię bardziej butelkowe) ma już 5 latek. Jest kochany, wesoły, inteligentny, chodzi do przedszkola, co wieczór czytamy jakąś krótką bajkę na dobranoc, zimą jeździmy na nartach, a od wiosny na dwóch kółkach. Teraz już wiem (szkoda, że dopiero teraz) że ta walka o karmienie piersią, za wszelką cenę, którą przypłaciłam depresją stanowczo nie była warta zachodu.... A tymczasem kobiety już od momentu zajścia w ciążę - zewsząd, czasopisma, poradniki, a nawet reklamy - są bombardowane o wyższości karmienia piersią. Nic dziwnego, że zaczynają to traktować w końcu jak "sprawę życia lub śmierci". Do głowy nawet nie mozna dopuścić, że może być inaczej :) A po porodzie następuje ostre zderzenie z rzeczywistością...









© Mamopedia.pl 2010













Magdalena Witkiewicz
położna, doradca laktacyjny. Pracuje w szpitalu św. Zofii w Warszawie, a także prowadzi własną szkołę rodzenia, przyjmuje porody domowe, zajmuje się opieką okołoporodową. Chętnie...
Opierając się na moich doświadczeniach zawodowych, mogę stwierdzić, że ból porodowy i połogowy oraz trud związany z karmieniem nie są rozdzielone sprawiedliwie. Jednych kosztuje to więcej, innych mniej. Zadaniem personelu medycznego jest przekazanie aktualnej wiedzy i zaleceń na temat karmienia i pielęgnacji. Każdy może jednak te zalecenia nanieść na swoją osobistą sytuację i ocenić, na ile jest to możliwe w jego przypadku.
Czy kobiety niekarmiące piersią czują się szykanowane i czy mają poczucie winy, czy też nie, zależy raczej od sposobu przekazania tej informacji, kultury osobistej, empatii i podstawowych umiejętności komunikacji z pacjentem. Wspomina Pani miło kontakt z doradcą laktacyjnym, który przede wszystkim kładzie nacisk na karmienie piersią, ale potrafi udzielić wsparcia i zachować się empatycznie i niefanatycznie. Ani pediatra, ani położna, z którymi miała Pani kontakt, nie mają takich umiejętności. Jednym słowem, zależy na kogo się trafi.
Każda kobieta ma prawo podjąć decyzję dotyczącą formy karmienia swojego dziecka, uwzględniając swoją sytuację osobistą, również rozmiar trudu, który musi w to włożyć, i charakter dziecka. Czasem karmienie przez kilka dni jest już bohaterstwem. Należy też pamiętać, że jednym z czynników decydujących o szczęściu dziecka jest doświadczanie miłości od matki, a karmienie piersią nie jest jedyną formą wyrażania tej miłości. Jeśli kochamy swoje dziecko i ono to czuje, to już jesteśmy dobrymi matkami. Forma karmienia nie powinna być zasadniczym kryterium oceny jakości macierzyństwa.
Życzę, aby doświadczyła Pani radości macierzyństwa po tak wielu zmaganiach.